Przeskocz do treści

Nie lubisz swojej pracy?

14 Lipiec 2010

Na plecach 80 kilogramów siarki. Żółte płyty wyrąbane z wytopionej tafli ostro sterczą z plecionych koszy zawieszonych na bambusowej poprzeczce. Tragarze mozolnie wspinają się po stromej ścieżce wijącej się po skalistej ścianie krateru. Ostrożnie stawiają stopy. Szurają dziurawe kalosze, człapią stare klapki. Niektórzy idą boso. Baczą by nieuważnym stąpnięciem nie strącić kamienia, który kilkadziesiąt metrów niżej może zabić ich towarzysza. Bambusowe nosidła trzeszczą pod ciężarem ładunku. Co jakiś czas któryś z nich przysiada by odpocząć, zapalić papierosa, zabić smak siarki tytoniowym dymem. Księżycowy krajobraz nie dodaje otuchy. Jeden nieuważny krok wystarczy by wraz z ładunkiem zwalić się w dół i roztrzaskać o wulkaniczne skały.

Jest ich nie więcej niż trzystu. Siarkowi górnicy. Pracują razem, ale na własny rachunek. Każdy sam wytapia siarkę, sam ładuje swoje kosze, sam targa je do skupu. Codziennie każdy z nich robi dwa kursy. Dwa razy po 80 kilogramów. To ciężka praca fizyczna, ale oni nie chcą innej. Na budowie mogą zarobić 30 tysięcy rupii dziennie. Za siarkę dostają trzy razy tyle. Żaden z nich nie myśli o przyszłości. Liczy się dzień dzisiejszy i rodzina do wyżywienia. Póki mogą, pracują. O zdrowie będą martwić się później. Może dzieci pomogą.

Z krawędzi krateru niewiele widać. Głęboki lej wypełniony gryzącym dymem. Raz po raz wiatr przegania kłęby siarkowych oparów, z których wyłania się stroma ścieżka i sunący po niej tragarze. Ponoć tam w dole jest turkusowe jezioro. Żeby je zobaczyć trzeba zejść do krateru. Ruszamy w dół zatrzymując się co jakiś czas aby przepuścić obładowanych górników. Z każdym krokiem stężenie siarki w powietrzu rośnie. Mijamy ekipę telewizyjną, która już założyła maski z pochłaniaczami i czeka aż będzie coś widać. My mamy tylko sarong Marysi i trykotową koszulkę, którą możemy naciągnąć na twarz. To samo robią górnicy. Zagryzają szmaciany zwitek i oddychają tylko ustami. BHP to tutaj pojęcie abstrakcyjne. Po dwudziestu minutach docieramy na sam dół. To miejsce z piekła rodem. Stalowe rurociągi wprowadzają gorącą parę w skały by rozpuścić siarkę. Po schłodzeniu opary skraplają się i spływają w dół gdzie ponownie zastygają w taflę siarki. Górnicy uwijają się przy kotłach doglądając przepływu gorącej, wulkanicznej wody, z której pochodzi para. Biorą głęboki wdech i znikają w trujących oparach. Idę w ich ślady, ale szybko zdaję sobie sprawę, że to nie ma sensu. Oczy łzawią mi tak, że ledwie widzę coś na matówce, autofokus wariuje nie mogąc złapać punktu zaczepienia. Kilka razy naciskam spust migawki i wycofuję się. Oni tam zostają.

Obserwuję ich pracę z boku. Przekrwione oczy, umazane siarką ręce, umięśnione żylaste torsy. Na ramionach zwyrodniałe narośla zdradzają gdzie od wielu lat opiera się nosidło. Pracują w ciszy. Energicznymi uderzeniami łomu kruszą wytopioną siarkę i starannie układają ją w bambusowych koszach. Ciężar musi być rozłożony równomiernie, aby nie stracić równowagi. Każdy krok stawiają w skupieniu. Tylko ciężki oddech i drżenie ciała zdradza ogromny wysiłek fizyczny. Każdy w swoim rytmie wypracowanym przez lata.

Dno krateru na chwiłę wyłania się z oparów siarki. Widok poraża surowym pięknem. Turkusowa woda jeziora zdradziecko zachęca do kąpieli ale temperatura i skład chemiczny na to nie pozwalają. Przyroda jest tu mało gościnna. Wewnątrz krateru nie rośnie żadna roślina. Rzadko kiedy dociera powiew wiatru. Tylko człowiek wdziera się tutaj codziennie. Chyłkiem wynosi wykradziony skarb. Jego ślad znaczy przyprószona na żółto leśna ściółka.

21 komentarzy leave one →
  1. 14 Lipiec 2010 2:31 pm

    Jakieś 2 lata temu nabyłam film dokumentalny Michael’a Glawogger’a Śmierć człowieka pracy. Jednym z epizodów jest wydobywanie siarki właśnie w tym miejscu. Piekielna praca w zabójczym krajobrazie, który na zdjęciach wygląda nieziemsko…pięknie. Pamiętam dźwięk skrzypienia koszyków wypełnionych taflami siarki. Wasze zdjęcia przywołują ten film, sceny i przede wszystkim to skrzypienie.

    • Marysia i Marcin permalink*
      15 Lipiec 2010 1:33 pm

      Rzeczywiscie, w wulkanie panuje idealna cisza przerwyana jedynie skrzypieniem bambusowych koszy i nosidel. Pozdrawiamy. MM

  2. czajek permalink
    14 Lipiec 2010 8:36 pm

    Świetny reportaż.

  3. 14 Lipiec 2010 11:34 pm

    niezly materal foto Kuchciu
    zazdroszcze ;) )

    • Marysia i Marcin permalink*
      15 Lipiec 2010 1:35 pm

      Dzieki za komplement! ;-) M.

      • 17 Lipiec 2010 6:59 pm

        witam,
        miejsce o ktorym opisujecie jest na na moejj prywatnej liscie, rzeczy ktore musze zobaczyc. stad moje “praktyczne” pytanie.
        rozumiem, ze nie ma problemu z dotarciem tam? domyslam sie ze mozna robic bez problemu zdjecia? pewnie pracownicy pomimo bardzo ciezkiej pracy sa pozytywnie nastawieni do innych ludzi?
        czy sa tu jakies godziny w ktorych mozna przebywac w tym terenie?
        pieknie pokazane…
        pozdrawiam

  4. Rapatang permalink
    16 Lipiec 2010 4:47 am

    MMki.

    Trafiliscie tam, do piekła na ziemi. Widziałem je w ‘smierc człowieka pracy’. Wstrząsajace miejsce. Dzięki za repotaż z siarkowej dziury.

    • Marysia i Marcin permalink*
      26 Lipiec 2010 2:49 am

      Nie ma sprawy :-) Fajnie, ze ktos nas czyta! Udanej Syrii! MM

  5. maugoska&tomek permalink
    16 Lipiec 2010 4:54 am

    dzien dobry:)
    wlasnie wlezlismy sobie poczytac u was cos dla przyjemnosci na poprawienie humoru, po tym jak doszlismy do wniosku siedzac nad kolejnym tematem, ze bez sensu jest prowadzenie blogow bo i tak tego nikt nie czyta :) no i…. no i zdaje sie, ze sie do nas zblizacie albo my sie do was zblizamy :)
    jestesmy w malezyjskim George Town i jedziemy na poludnie (choc idzie nam to powoli), a wy gdzie? moze bysmy sie tak spotkali na jakies piwko w pol drogi pod jakims meczetem? :) ))
    dawno nie slyszelismy normalnego ludzkiego polskiego :) )))
    co wy na to? gdzie wy?
    pozdrawiamy
    tamtaramy

  6. 17 Lipiec 2010 7:18 am

    …a mnie aż ciężko się zrobiło patrząc na zdjęcia…fantastyczne !!!
    Nie wiedziałabym o wydobywaniu siarki w takich warunkach gdyby nie Wasza relacja- dziękuję !!!
    odpoczywajcie także !!!
    Małgorzata

  7. 17 Lipiec 2010 12:14 pm

    Tam musi być niesamowicie. I piknie i straszno!

  8. Pola permalink
    19 Lipiec 2010 1:07 pm

    Czy to Igen na Jawie?

  9. bielsk permalink
    20 Lipiec 2010 9:27 pm

    Fakt, świetny tekst poparty doskonałymi fotografiami. Podziwiam.
    Brakuje mi tylko jednego: gdzie to jest?
    pozdr.

    • Marysia i Marcin permalink*
      3 Wrzesień 2010 10:59 am

      Dzieki!. To wulkan Kawa iJen na Jawie. Pozdrawiamy. MM

  10. guska permalink
    26 Lipiec 2010 8:16 am

    …… a wy tak daleko… tęsknimy….. mama tez tęskni ,mały Marcin i Marek pytają co z wami….
    kiski ze spokojnej Polski….. tu też są miejsca do odkrycia….

  11. 29 Lipiec 2010 2:40 pm

    Czy przypadkiem nie spotkaliśmy sie z Wami i tą historią na Gili Meno?

    • Marysia i Marcin permalink*
      18 Październik 2010 7:07 pm

      Chyba raczej nie ale szkoda :-) Pozdrawiamy MM

  12. 31 Lipiec 2010 5:38 pm

    Absolutnie boski reportaz, oby takich wiecej. czytajac wasze wpisy podrózuje razem z wami :)

  13. Aleksander permalink
    10 Sierpień 2010 4:09 pm

    Prosiłbym o więcej postów o niecodziennych zawodach, które spotykacie po drodzę. “Zawód” oczywiście nie da się spotkać, ale wiecie o co mi chodzi.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 79 other followers