Podłączeni
Schodzę na śniadanie do hostelowej jadalni. Robię sobie dwa tosty z dżemem, kawę i ruszam do stolika. Może by się do kogoś przysiąś, zagadać skąd i dokąd jedzie, co widział i co mu się przydarzyło? Może poleci jakieś wyjątkowe miejsce, zdradzi tani hostelik prowadzony przez uroczą rodzinę albo podpowie jak nie dać się naciągnąć miejscowym. Po prostu pogadamy o życiu w drodze. Staję na progu jadalni z talerzem w jednej, a kubkiem parującej kawy w drugiej ręce. Witam wszystkich radosmym morning! ale mało kto odrywa wzrok od monitora. Dwa hostelowe komputery zajęte. Pozostali stukają w klawisze prywatnych laptopów bądź palcują dotykowy ekran swojego smartphone’a. Są podłączeni.
Podłączenie stało się dla wielu być albo nie być. Podczas gdy życie w realu najzwyczajnie w świecie się toczy i nie mamy na to żadnego wpływu bo taka jest natura czasu, to nasze życie w sieci musi być nieustannie podtrzymywane. Oj tak, wymaga to sporo pracy i czasu. Żeby “mieć życie wirtualne” trzeba stale aktualizować swój profil, dodawać zdjęcia, lubić coś, komentować coś, być teraz z kimś znajomym, wysyłać komuś zaproszenie i robić jeszcze wiele innych rzeczy żeby istnieć. No i trzeba to robić często, najlepiej nonstop, online. Jeżeli robisz to raz na tydzień albo rzadziej to nie żyjesz tylko wegetujesz. Po prostu ledwie istniejesz.
Na Filipinach poznajemy Viviane i Wolfa. Oboje po sześćdziesiątce. Podróżują od ponad czterdziestu lat i byli praktycznie wszędzie. Typ podróżnika, który mało mówi o sobie i o tym czego dokonał, a raczej wypytuje i słucha innych. Dopiero kiedy pociągnie się ich za język zaczynają płynąć historie. Opowiadają nam o podróży po Afryce w latach siedmdziesiątych, o braku kontaktu z bliskimi przez wiele miesięcy i o listach na poste restante (czy ktoś jeszcze pamięta co to takiego?). Do dziś nie mają telefonu komórkowego ani nie używają poczty elektronicznej. Mówią, że kiedy wyjeżdżają chcą zniknąć. Chcą być tu i teraz, w podróży, oderwać się od codziennego życia i zanurzyć w rzeczywistości, która ich otacza. Chcą być odłączeni.
Powoli przeżuwam mojego tosta i popijam kawą. Nie ma z kim pogadać. Wszyscy uśmiechają się do monitorów i przeżywają swoją podróż jeszcze raz. W świecie wirtualnym. Relacjonują ją na bieżąco minuta po minucie by ich przyjaciele i rodzina mogła to obejrzeć i skomentować, niemalże być tu z nimi. Lekką ręką zamieniają godziny prawdziwej rzeczywistości wokół siebie na godziny życia w świecie wirtualnym. Mogliby pogadać z kierowcą tuk-tuka ale oni muszą załadować zdjęcia. Mogliby usiąść na ulicy i pogapić się na życie nią płynące ale właśnie przyszła wiadomość i trzeba odpowiedzieć. Trzeba żyć bo inaczej się umrze. Wirtualnie oczywiście.
Jeden z naszych Czytelników wyraził kiedyś żal, że Światoobrazy nie mają Twarzy w Księdze bo mógłby być naszym fanem i na bieżąco nas śledzić. Zaprzyjaźniona para podróżników pisze, że zaczyna wątpić czy ktoś jeszcze czyta ich bloga. Niby taka nowoczesna forma, a już niemodna jakaś. Czyżby odchodziła do lamusa? Czy życie przeniosło się gdzie indziej i trzeba za nim gonić? W recepcji każdego hostelu wisi teraz hasło: Dołącz do nas na facebook’u! Już wkrótce będę mógł pewnie zostać “przyjacielem” przewoźnika autobusowego albo wypożyczalni kajaków.
Może następną podróż będę relacjonował na pocztówkach? Czy pamiętacie jaka to radość otworzyć skrzynkę i znaleźć niespodziewaną kartkę z daleka? Trochę pomiętą (przecież podróżowała tysiące kilometrów upchana w jutowy worek wraz z innymi) z dziwnym znaczkiem (odklejony nad parą trafi do klasera obok innych) i rozmytym stemplem pocztowym. Napiszę po prostu …
Kochani!
U nas wszystko w porządku.
Jesteśmy zdrowi, nie martwcie się.
Bardzo za wami tęsknimy.
Marysia i Marcin w podróży

Dzień dobry…wzruszyłam się gdy “otrzymałam” widokówkę z podróży ! –
Wasze relacje są dla mnie wędrowaniem po dalekim świecie lecz zdałam sobie sprawę ile dodatkowego trudu należy pokonać aby napisać,wkleić zdjęcia…
dzięki Wam za to i także ruszam na poranną kawę !
Zapewniam , że z wielką radością poczytam kolejne wpisy z wyprawy .
pozdrawiam
Jak zawsze dziekujemy za komentarz! Ostatnio bylismy w Birmie a tam platforma wordpress, na której robimy bloga jest zablokowana stąd nasze opóźnienie w komentarzach i wpisach. Poprawimy się
. Pozdrawiamy. MM
Dużo prawdy jest w tym ostatnim wpisie….czytając opowieści o tych wszystkich Waszych przygodach, ciągle chciałoby się więcej i więcej:) Mógłbym co godzina sprawdzać, czy czegoś nie dopisaliście. Ale chyba dobrze, że jest jak jest. Człowiek czeka na jakąś przygodę czy fajną fotkę a jak się doczeka, to można czuć się tak, jakby samemu się to przeżywało wszystko. I za to Wam dziękuję i proszę o jeszcze życząc jednocześnie, byście na swojej drodze spotykali samych pozytywnie zakręconych ludzi!
p.s. nie przeżyłem jeszcze takiej wyprawy jak Wasza ale zapraszam także na stronkę http://www.odkrywacswiat.pl .
Dziękujemy za komentarz! Pozdrawiamy. MM
Można prosić o adres tego bloga zaprzyjaźnionej pary podróżników?
Oczywiście
http://www.tamtaram.pl. Pozdrawiamy. MM
polecam wpis Peter’a Bregman’a o tym jak cenna może być nuda i dlaczego zwrócił swojego iPad|a do sklepu.
(http://blogs.hbr.org/bregman/2010/06/why-i-returned-my-ipad.html)
Pikękne! Lepiej bym tego nie ujął
M
Mój chłopak nie ma facebooka, naszej-klasy, ani konta na żadnym takim portalu. Wyznaje zasadę że jeśli chce z kimś porozmawiać to zadzwoni lub się spotka. Choć ja facebooka mam to jego podejście wydaje mi się normalne, zresztą sama też mało korzystam. Najdziwniejszy jest jednak fakt że jak ktokolwiek inny się o tym dowiaduje to najpierw doznaje ciężkiego szoku, potem zaczyna szydzić i śmiać się, a nierzadko kończy maksymą z jakiegoś tam odcinka Southparku “Nie ma Cie na facebooku to znaczy że nie istniejesz”. No cóż, mam chłopaka widmo i pewnie nie wkleję zdjęcia mojego pierścionka zaręczynowego jak mi się oświadczy (znaczy się zaręczyny też wyimaginowane), ale ja się ciesze że cały świat nie obserwuje mojego życia. Za dwa lata, po ślubie, naszym marzeniem jest (mam nadzieje do zrealizowania) wybrać się w taką roczną podróż i też będziemy pisać bloga, bo to akurat jest bardzo fajna forma kontaktu zarówno dla osób piszacych, ich rodzin, a także nieznajomych takich jak ja, którzy od kilku lat marzą o takiej podróży i na podstawie waszych relacji układają sobie plan z roku na rok coraz to bardziej dokładny. Myśle że wiele osób was czyta, ale niewiele komentuje, ja na przykład zrobiłam to pierwszy raz.
Trzymamy kciuki za waszą podróż! Wyjechać osobiście to nie to somao co podróżować palcem po mapie (teraz chyba po ekranie
Jeżli macie jakieś pytania techniczne odnośnie podróży to chętnie pomożemy. Gorąco pozdrawiamy! MM
Czytając ten wpis zapragnęłam tak jak Wy cieszyć się życiem tym realnym nie wirtualnym.
Niestety podobnie jak Wy zauważyłam, że jeśli nie masz naszej klasy czy facebook’a nie istniejesz.
Uzależnienie od internetu jest coraz powszechniejsze. Widzę to nawet po moim młodszym rodzeństwie, które ledwo co wstanie z łóżka już załącza komputer. Na wakacje ani rusz bez notebooka a skąd!
Zazdroszczę Wam przygód, nieplanowanych podróż i życia chwilą. Mam nadzieję, że za kilka lat będę myślała tak samo i nie poddam się ogarniającemu szaleństwu internetowemu.
My też za Wami tęsknimy
na FB jestem przyjacielem hm… zzz zlajkowałem sie z durianem – ale od Was to kartkę bym chetnie dostał.
nie zakładajcie twarzy na księdze, jak wrócicie , o ile, to załóżcie otwarty dom gdzie można wpaśc i pogadać , takie miejsca to majątek …
Net ma taka łatwość nieznośną, że wypiera wszystko nawet życie…
Ale zauważ,że ten komentarz to tez takie poste restante – będzie czekał jak sie podłaczycie
BTW. Stadion z jego radosciami już likwidują, ta sobota to ostatni dzień małego Hanoi, bywajcie
Ra
ach i jeszcze jeden luźny komentarz odnośnie wędrówek mi się nasunął
a właściwie nazwisko Wilk… Mariusz Wilk
taki gość co to kiedyś cos tam za solidarności robił a potem wyniósł się na rosyjską głubinkę
zamieszkał na morzem Białym, wiem to daleko … napisał tam kilka książek – nie wiem może pożyczałem Wam… a potem przeniósł sie jeszcze głębiej, do opuszczonej wsi na jeziorem Ładoga. Postawił kilka słupów energetycznych by doprowadzić prąd, wodę przynosił wiadrem z jeziora, napisał kolejną książkę
dzis znalazłem jego artykuł w sieci.
niby nic, wędruje po północy Kanady.
i tu miejsce na malutki cytat:
“Popijam zieloną herbatę (z miodem), kreśląc esy-floresy w notesie. W odróżnieniu od kumpli nie mam co przepakowywać, od dawna mieszczę się w jednym plecaku. Dla mnie labradorska wycieczka to zaledwie epizod dłuższej włóczęgi. Ot, wyszedłem z Kondy na piechotę do Wielkiej Zatoki, później popłynąłem na statku do Pietrozawodska, dalej pociąg do Moskwy i przesiadka na Warszawę, a dopieroż stamtąd samolotem do Toronto. Droga dawno mnie nauczyła: mniej weźmiesz, dalej zajdziesz.”
ot wyszedł na wycieczkę… pozdrawiam i polecam
http://www.rp.pl/artykul/436814.html?ref=search
Super post ! Ja nie mogę sobie odłączyć z internetu czasami, mam chłopaka w Nigerii a jak mu powiedziałam że nie bym połączyła przez jeden dzień on zaczął mnie błagać żebym tego nie zrobiła…może on ma rację bo nie mamy innej możliwości komunikacji ale nie znoszę być przed komputerem gdy jestem na wakacjach…
No i tak jest, internet jest już uzależnieniem.
Uwielbiam wasz blog, macie super posty i też mi pomaga ćwiczyć
Pozdrowienia z Argentyny
Ana (:
Globalizacja to straszna rzecz.
))))
Powołam się na inny przykład. Ludzie wolą oglądać całymi rodzinami telewizor i patrzeć jak w telewizji rozmawiają obcy ludzie, niż samemu ze sobą porozmawiać…
Pozdrawiam
Szczęśliwej podróży i wszystkiego najlepszego
selamat pagi … chciałem sie tylko przywitać … nieźle wiało, pół nocy strażacy cięli powalone drzewa … poranna kawa w tle Franek Kimono
Jest jeszcze jeden czynnik, z którego wy być może nie zdajecie sobie sprawy ponieważ podróżujecie wspólnie. Macanie iPhona i odpowiadanie na maile daję minutę złudnego wrażenia bycia z przyjaciółmi. Łagodzi trochę poczucie samotności które od czasu do czasu się pojawia.
Bo i owszem, można pozmawiać, przysiąść się, pociagnąć kogoś za język. Jednak nie od razu porozmawiasz o tym, co w głębi od środka cię dręczy i czasami przygniata, sprawia, że masz ochotę się położyć i przespać dwa dni, albo najchętniej trafić pod dach mamy i zjeść ruskie pierogi.
Pozdrawiam,
Kuba
P.S. U mnie wszystko w porządku. Jestem cały i zdrowy.
Mimo, ze podrozujememy wspolnie tesknota tez nas dopadla. Kazdego z osobna
“Podlaczenie” to tylko iluzja kontaktu i zaledwie jego namiastka. Niz nie zastapi rozmowy na zywo, nawet z dopiero co spotkanymi ludzmi. I to wlasnie z nimi mozna bez skrepowania porozmawiac o tematach, ktore cie drecza i przygniataja. To oni cie zrozumieja mimo tylu pozornie dzielacych was roznic. Pozdrawiamy. MM
Przypadek? dzisiaj w swoim poście też pisałam o tęsknocie za tradycyjnymi listami..
Wspaniale to ujęliście! Mam podobne przemyślenia i od dłuższego czasu przymierzałem się do podzielenia się nimi ze światem (wirtualnym, a jakże!). Dzięki wielkie za wasz czas, który poświęciliście temu blogu!