Historie
Podeszła do nas zaraz po nabożeństwie. Stanęła przed nami uśmiechnięta i pogodna, z dwoma siatkami, w których taszczyła zakupy. Dźwięcznym głosem pełnym śmiechu przedstawiła się. My name is Mary. Porozmawialiśmy kilka minut, później oprowadziła nas po parafii. Po drodze wpadliśmy do biskupa, tak jak się wpada do starego znajomego, bez zapowiedzi. Cieszyła się naszą obecnością, tak zwyczajnie. Towarzyszyła nam jeszcze kilka minut w drodze przez miasto. Kiedy powiedzieliśmy jej, że chcemy już wracać do hotelu, długo się z nami żegnała patrząc nam w oczy. Wówczas tego nie wyczułem znużony upałem i całodzienną wędrówką ale dziś jestem pewien, że coś nam chciała powiedzieć. Była w niej jakaś tajemnica, a my odwróciliśmy się do niej plecami. Nie wysłuchaliśmy jej historii.
Podróżuję już ponad rok. Jestem pełen ludzkich historii. Jedne same do mnie przychodzą, o inne delikatnie wypytuję. Niektóre nieśmiało proszą o uwagę, szeptem. Czasami są milczeniem, pełną mocy ciszą, która szuka we mnie tej samej ciszy, chwili zatrzymania i uwagi. Inne krzyczą ochrypłym głosem bądź kokietują figlarnym uśmiechem. Opowiadania, powieści, anegdoty. Płyną wokół mnie wartką rzeką wydarzeń. Mogę się w niej zanurzyć, tylko wysłuchać albo wcielić w jedną z postaci, stać się czyjąś historią, która zacznie żyć swoim życiem.
Ile historii mogę wysłuchać? Czasami mam ich dość, innym razem łaknę. Zapadają we mnie. Noszę je w sobie przez dni, tygodnie, miesiące. Ni stąd ni zowąd, któraś z nich powraca i upomina się o chwilę uwagi. Rusza projektor i seans zaczyna się od nowa. Muszę przeżyć ją jeszcze raz, kameralnie w moim osobistym kinie na ekranie świadomości. Niektóre zostają ze mną na zawsze. Jak duchowy tatuaż. Sprawiają, że się zmieniam. Spisuję je żeby nie zapomnieć. Niezdarnie ubieram w słowa, jak małe dziecko, które nie lubi sweterków. Czasami zamykam w kadrze jak w klatce. Wieloma się zachwycam i puszczam wolno. Nikomu nie opowiadam ani nie pokazuję. Schwytany motyl przestaje latać i umiera. Czy to ja wybieram historie czy może one mnie? Nie mogę wysłuchać wszystkich. To niemożliwe.






…proszę pisać nawet gdyby do “szuflady” , myślę ,że kiedyś poczytam !
pozdrawiam serdecznie,
pierwsze swoje wspomnienia napisałam w 1979 – szmat czasu …ale warto było !
Troszkę mnie nie będzie – ruszam nad nasze morze i marzę o ciszy !…
Wam życzę nowych przeżyć i szczęśliwej podróży !!!
Małgorzata